wtorek, 27 września 2011

NUMERY 234-268 (od ul. Brzeźnej do ul. Bpa Wincentego Tymienieckiego)

234/236

Dwa połączone budynki teraz stanowią jeden adres, chociaż mają zupełnie inne losy. Przy rogu Piotrkowskiej i Brzeźnej jest to nowoczesny, liczący ledwie kilka lat biurowiec. Kiedyś, przed laty, w tym miejscu mieścił się pierwotny, skromny domek właściciela pałacu, o którym za moment. Do biurowca przylega zabytkowy, niezwykle zadbany i przepiękny budynek, jeden z przebojów tej części ulicy Piotrkowskiej, to Pałac Augusta Haertiga powstały w latach 1894-1896 o niezwykle bogatym eklektycznym stylu. Fasada ma cechy barokowe. Wykusz nad bramą wspierają postacie kariatyd. Budynek łączył funkcje mieszkalne, biurowe i handlowo-przemysłowe. A oto mały cytat: „Po wojnie przez długie lata mieściła się tam siedziba łódzkiego PCK. Na początku XXI wieku pałac wraz z przyległym placem zostały zakupione przez Towarzystwo Ubezpieczeń i Reasekuracji Warta. Pałac odrestaurowano, a obok wzniesiono nowoczesny gmach. W 2005 roku po zakończeniu remontu, pałac otrzymał nagrodę w konkursie "Zabytek zadbany" organizowanym przez Krajowy Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków. Nagrodę odebrał nowy właściciel. Także Fundacja Ulicy Piotrkowskiej doceniła wysiłek konserwatorów, nadając w konkursie "Najlepsze Wnętrze Roku 2005" nagrodę w kategorii "Rekonstrukcji historycznej". Prace konserwatorskie trwały półtora roku. Odnowiono wszystko, od sufitów po podłogi: boazerie, cenne polichromie, kute kraty, kaflowe piece.” Obecnie na budynku można przeczytać szklaną tablicę informacyjną o zabytku. Ale najdziwniejsze jest to, że wygląda na zupełnie pusty!
TUTAJ JEST FOTOKOD!

238

Nazwałam ten adres „samo podwórko bez kamienicy”. Bo rzeczywiście brak zabudowań frontowych, wchodzi się z ulicy wprost między oficyny, z których jedna przylega do w/wym. pałacu, a druga do następnej posesji. Oficyny są zadbane, czyste i estetyczne – nic obskurnego na szczęście!

240

Jeden z ostatnich domów tkaczy, o charakterystycznym wyglądzie... Od przodu niepozorny, parterowy domek kryty papą, z półokrągłą facjatką, a zachodząc go od tyłu z prawej strony (gdzie szeroka przerwa między budynkami) widzimy, że rozgałęzia się i ciągnie zdumiewająco w głąb! I rośnie zarazem w kolejne piętra. W głębi bardzo rozbudowanego podwórka napotykamy w końcu mały, uroczy ogródeczek.

242  

Mimo iż kamienica jest bardzo wąska, jest mocno wyciągnięta „w głąb”. Od strony północnej nie ma ani jednego okna, a oględziny okien od południa wskazują, że jest pusta! Posiada delikatne dekoracje, i jest obecnie wyremontowana, całkiem niedawno. Wydaje się, jakby stała szczytem do Piotrkowskiej, a frontem (od południa) do placu przed następnym budynkiem, monumentalną fabryką. Budynek ten był integralną częścią kompleksu fabrycznego. Z pewnym trudem udało mi się zdobyć informacje: „Mieściły się tu kantor, siedziba dyrekcji i administracji fabryki Silbersteinów. W tym budynku, w gabinecie na I piętrze, zastrzelony został właściciel fabryki Markus Silberstein. Na miejscu, bez sądu, rozstrzelanych zostało siedmiu robotników zamieszanych w zamach. Do zdarzenia doszło 10 września 1907 r., stąd powojenna nazwa fabryki - Państwowe Zakłady Przemysłu Dziewiarskiego im. Ofiar 10 września 1907 r.”

244/250   

Fabryka wybudowana przez Markusa Silbersteina w 1893-1894 r., stylizowana na gotycką budowlę obronną. Zaprojektowana przez Hilarego Majewskiego, wzniesiona przez inż. Adolfa Zeligsona. Jeden z najbardziej znanych fabrycznych budynków Łodzi. Fasada posiada w narożnikach dwie potężne wieże. Po II wojnie światowej fabryka nosiła nazwę Państwowe Zakłady Przemysłu Dziewiarskiego im. Ofiar 10 Września 1907 r., ale najbardziej znana jest pod nazwą Zakłady Przemysłu Dziewiarskiego "Olimpia". Budynek nawet ma swoją stronę internetową: http://piotrkowska250.pl. Jakiś czas temu jeszcze mieściły się w nim jakieś firmy. Latem 2013 roku, jak zdecydowanie twierdził pan ochroniarz, był NADAL prawie całkowicie pusty, i to od dawna i dokładnie tę samą sytuacje zastałam po upływie kolejnego i kolejnego roku! To wprost nie do wiary! Nikt nie chce odpowiedzieć na zachętę do wynajmowania powierzchni dla firm. Intrygujące i... smutne. Zresztą – całe to Centrum to podobno PONAD 25 budynków, których część jest zwyczajnie niewidoczna z ulicy Piotrkowskiej (ciągną się w głębi do ul. Sienkiewicza). Ruch w interesie widać za to w mniejszych budynkach, których szereg – związanych również z dawną fabryką, chociaż ani słowa o tym nie można nigdzie wyczytać – stoi przy krawędzi ulicy (sama fabryka stoi za nimi, w głębi). W tych małych budynkach posiadających ten sam adres widać wyraźnie, że mieszczą się tam Restauracja „Sphinx” i bank.
TUTAJ JEST FOTOKOD!


252/256

Piętrowa, ciekawa lecz zaniedbana kamienica. Nieruchomość stanowi teren dawnej fabryki Karola Königa. Reprezentacyjny, dwukondygnacyjny dom mieszkalny został wzniesiony na planie "L" w roku 1887. Przylega do niego południowo-wschodnia oficyna. We wnętrzu zachowały się podobno sztukaterie, piece, przeszklone drzwi i malowane witraże. W 2009 roku, po kilkunastoletnich zawirowaniach, sąd „pogodził” 17 (!) właścicieli tej posesji, do której przynależy hektarowa działka. Pod koniec 2015 roku nadal widać, że budynek jest pusty i nie posiada chyba nawet dzikich lokatorów, bo na drzwiach wisi potężna kłódka, taka jak do piwnicy. Pierwsze piętro budynku jest wyłożone pomarańczowym klinkierem, parter otynkowany, wykusz na I piętrze, dekorowane szczyty okien postaciami jakichś bestii i liczne drobne dekoracje, a także piękne pnącze osłaniające część elewacji. Szerokim przejściem między posesjami można wejść za budynek, a dalej można zobaczyć rozciągającą się olbrzymią pustą przestrzeń aż do ul. Sienkiewicza. Jeszzce niedawno można było tam zobaczyć resztki gruzu i murów po wyburzonych zabudowaniach fabrycznych i innych; powoli zaczynała ona zarastać do tego stopnia, że przypominała... las. Jednak w grudniu 2015 roku widać jak na dłoni, że ktoś "robi tam porządek". Przestrzeń opustoszała, jest wyrównana i wyjeżdżona jakimiś dużymi pojazdami. Coś się będzie działo, a co, to zobaczymy następnym razem. Warto tam wejść, bo dzięki temu można zobaczyć atrakcyjny „tył” następnego budynku, posiadającego numer 258/260 i zadbane tereny zielone za nim. Od tyłu zaś kamienicy o numerze 252/256 można rzeczywiście zauważyć w klatce schodowej dość skromny witraż. Niestety, jak wspomniałam, nie można wejść do środka,  a witraże ogląda się przecież od wnętrza budynku… Tak więc trudno go ocenić.
Tuż obok, dawniej był to osobny numer posesji, mianowicie 256, była kiedyś jedna z najstarszych w Łodzi stacji benzynowych, a jeszcze dawniej stał w tym miejscu parterowy dom, w którym w 1872 roku została otwarta przez Cezarego Richtera pierwsza polska księgarnia w Łodzi. Następnie jeszcze do 2014 roku można tam było oglądać ciekawostkę - smętne resztki stacyjki benzynowej CPN-u, malutkiej, podobno pierwszej w Łodzi. W październiku 2010 w ramach warsztatów architektonicznych OSSA grupa młodych ludzi postanowiła chwilowo „reanimować” to miejsce za pomocą różnorodnych działań o charakterze happeningu, żartu, zabawy... Lecz w 2015 roku prawdopodobnie jakiś inwestor, ten sam, co działa na tyłach budynku, usunął i te obiekty, czyniąc w tym miejscu szeroki przejazd na ulicę. Został tylko ostatni "bastion" - metalowy słup z napisem "stacja paliw"... Stoją tam metalowe bariery, wycięto wszystkie zarośla, na razie więc błoto i pustka, czekająca na - jak się spodziewam - nowe zagospodarowanie.

258/260

Neorenesansowa kamienica zbudowana w roku 1895 według projektu Gustawa Landau-Gutentegera. Jej właścicielem był fabrykant H. Birnbaum i zarząd spółki Dąbrówka. Przed II wojną światową mieściła konsulat niemiecki, w latach 1980-1981 Zarząd Regionu NSZZ "Solidarność". W grudniu 1981, po wprowadzeniu stanu wojennego gmach został opieczętowany i przez wiele lat stał pusty. Wtedy też kamienica została podpalona. W trakcie gaszenia pożaru zniszczono oryginalne parkiety, stolarkę i sztukaterie. W 2005 wznowiono i zakończono remont kamienicy. Prawdopodobnie to wówczas dobudowano do zabytku dodatkową supernowoczesną część z granatowego szkła, która stosunkowo dobrze estetycznie komponuje się z tym, co było tu wcześniej. Obecnie w budynku działa Centrum Szkoleniowo-Konferencyjne Instytutu Europejskiego (Instytut mieści się po sąsiedzku i zaraz będzie o nim mowa). W CSK zamontowano witrażowe drzwi z wizerunkiem byłego włoskiego premiera Alcide de Gasperiego. Niestety, ja ich nie widziałam, bo przeciętny turysta „z ulicy” raczej nie wejdzie do tego budynku, zwłaszcza w weekend… Na niezwykle eleganckiej i pięknej elewacji budynku, ozdobionej wielką ilością dekoracji architektonicznych (girlandy, amorki, medaliony, portrety) widać kilka tablic okolicznościowych: poświęcona pierwszemu prezydentowi Łodzi III RP Grzegorzowi Palce (1950-1996), poświęcona „Solidarności” – z 1995 roku. Już wiele lat temu mówiono o tym, że powstanie tu muzeum „Solidarności”. I co ciekawe - ono podobno powstało! Można o tym przeczytać w wielu publikacjach prasowych z przełomu 2009 i 2010 roku… Mam jednak wrażenie, że to były publikacje nieco na wyrost. Po prostu raz czy drugi zorganizowano we wnętrzach wystawę poświęconą tej tematyce, nawiasem mówiąc, pod egidą innego muzeum - Tradycji Niepodległościowych. A na stronie Instytutu Europejskiego można przeczytać dziś to: "Po wycofaniu się UMŁ z finansowania Muzeum Solidarności zorganizowanego przez Muzeum Tradycji Niepodległościowych, Instytut utrzymuje niewielką kolekcję eksponatów upamiętniającą łódzką Solidarność " (tekst po 2011 roku, ale bez daty). Żeby tam dziś funkcjonowało jakieś muzeum (czyli miejsce, które może ZWIEDZAĆ po prostu przechodzący turysta, zobaczyć, że ono jest, i w jakich godzinach jest otwarte) - nic na to nie wskazuje! Front zdobi również piękna kuta brama i drewniane wrota oraz francuski dach mansardowy. Kamienica ma swoją stronę w Wikipedii, z której skopiowałam część wiadomości, które właśnie czytacie. Za budynkiem jest parking otoczony wypielęgnowaną zielenią, który częściowo można zobaczyć wchodząc na tyły poprzednio opisanej posesji (zob. wyżej).


262/264

Neobarokowy Pałac Fryderyka Wilhelma Schweikerta z 1910 roku wg projektu Romualda Millera ; obecnie (od 1993 roku czyli od początku swego istnienia) Instytut Europejski. Kolumnowy portyk, mansardowy dach. Wspaniałe wnętrza: ogromny witraż w klatce schodowej, okazałe schody; laureat konkursu „Najlepsze wnętrze roku” w 1994. Zabytkowy secesyjny stół w hallu, niezwykle piękne lampy, na ścianach secesyjne grafiki. Można czasem zobaczyć te wnętrza w telewizji czy poszukać zdjęć. Odbywają się tam różne wydarzenia (konferencje, spotkania itp. jak również wycieczki szkolne), których uczestnicy mają szansę je podziwiać, jednak jak sądzę ma to miejsce raczej w dni robocze. W dniu 8 czerwca 2012 miałam jednak ogromne szczęście i obejrzałam pałac od środka. Była to sobota, drzwi były otwarte na oścież, gdyż odbywała sie rekrutacja na jakiś kurs. Pan ochroniarz pozwolił wejść nawet na piętro. Pałac jest nietypowo jak na ul. Piotrkowską położony w głębi dziedzińca. Wygląda jak pałace położone zwykle poza miastem, ze względu na portyk, dziedziniec z podjazdem. Po obu stronach stoją równie zadbane i okazałe zabudowania oficyn, stróżówki, wozowni, stajni, cały teren jest ogrodzony ozdobnym żeliwnym ogrodzeniem, na dziedzińcu mały wodotrysk, a na tyłach jest piękny park z ozdobnymi elementami architektonicznymi (wejść do niego nie można, ale z hallu można zerknąć poprzez taras).  Przy ulicy wisi szklana tablica informacyjna dla turystów mówiąca o historii i architekturze pałacu. Ma on również swoją stronę w Wikipedii.
TUTAJ JEST FOTOKOD!

266/268

Zespół pałacowy Scheiblerów z lat 90. XIX wieku stoi naprzeciwko katedry, która go trochę przytłacza swym ogromem. Ponieważ jest w kolorze szarym, dopiero po bliższym przyjrzeniu się mu dostrzegamy, że jest to jeden z najświetniejszych architektonicznie obiektów tej połowy ulicy Piotrkowskiej.
Pierwotnym budynkiem tutaj była kamienica została zbudowana w 1844 roku przez ówczesnego właściciela - fabrykanta Karola Gebhardta. W końcu lat 40. XIX w. kamienica była uważana za najładniejszą przy ulicy Piotrkowskiej. Był to elegancki budynek z neoklasycystyczną elewacją ozdobioną ośmioma pilastrami rozdzielającymi okna i dwuspadowym dachem. Od 1852 właścicielem kamienicy został drukarz Leonard Fessler, który zamieszkiwał ją przez niespełna trzydzieści kolejnych lat.
W 1880 Karol Scheibler dla swojej rodziny odkupił ów najelegantszy klasycystyczny dom mieszkalny w Łodzi. Po śmierci Karola Scheiblera dom został w roku 1891 przebudowany. Kilku architektów (H. Majewski, F. Chełmiński) pracowało na jego współczesny wizerunek. W ciągu kolejnych lat Scheiblerowie poddali go kilku przebudowom, które przekształciły budynek w miejski pałac o neorenesansowym charakterze. Obecną eklektyczną formę nadały mu dwie kolejne przebudowy w latach 1894 i 1897. Przebudowa w roku 1894, według projektu Franciszka Chełmińskiego, powiększyła go w kierunku południowym o trzy osie. W narożniku wzniesiono wieżę zwieńczoną hełmem w kształcie ostrosłupa, pokrytego łuską z blachy cynkowej. Hełm zwieńczono masztem z chorągiewką i datą 1894. Kolejna rozbudowa nastąpiła w roku 1897. Pałac powiększono od strony północnej o parterową dobudówkę, mieszczącą salon od ulicy, a ogród zimowy od podwórza.
Wnętrza były bogato dekorowane, sztukatorskie sufity pokryte były polichromią, do dziś są zachowane tylko w niektórych pomieszczeniach. Główna klatka schodowa z drewnianymi schodami i tralkową balustradą ozdobiona była witrażami zachowanymi fragmentarycznie. Wnętrza zostały prawie zupełnie zniszczone, w niektórych pokojach zachowały się częściowo sztukaterie oraz piece i kominki. Program układu wnętrz jest mało czytelny, ponieważ przez działania późniejszych użytkowników, m. in. Studium Wojskowego Politechniki Łódzkiej, zatraciły swój charakter i funkcję. Niezwykła sala z przezroczystym sufitem w kształcie kopuły i wieżą nad przedsionkiem ma wejście prosto z ogrodu, mieszczącego się na tyłach.
Obecnie pałac i zabudowania gospodarcze (bardzo ciekawe, tynkowane teraz na kolor kremowożółty, z elementami drewnianymi) to siedziba Wydziału Organizacji i Zarządzania Politechniki Łódzkiej. Znów mamy tu do czynienia z trudnościami ze strony zwykłego turysty. Wejście na dziedziniec jest zagrodzone, ochrona obiektu ani też jego dysponenci, tak jak to bywa w wielu innych miejscach, nie biorą pod uwagę, że może go chcieć obejrzeć, jako atrakcję architektoniczną, TURYSTA - osobnik idący ulicą, który nie ma tam żadnego interesu do załatwienia, nie ma nic wspólnego z Politechniką, interesuje go tylko oglądanie i zdobienie paru zdjęć. Postrzegana jest taka osoba jako dziwoląg. Pół biedy, kiedy ma kogo poprosić o wpuszczenie i trafi na życzliwą osobę. W przeciwnym razie pozostaje mu czytanie przewodników, gdzie oczywiście „poleca mu się” wspaniałą architekturę do oglądania, nie wspominając ani słowem o tym, że będzie tam… niemile widziany. Mnie się dwa razy udało obejrzeć ten pałac od tyłu i zachęcam was bardzo do podjęcia takiej próby, BO WARTO! 8 czerwca 2012, ku mojemu zdziwieniu, nie zatrzymywana i nie rugana przez nikogo weszłam na tyły pałacu i przechadzałam się długo po całym terenie - do woli (spotykając m.in. wiewiórkę i spożywając w spokoju II śniadanie)! Wnętrz nigdy nie widziałam… Odbywają się wewnątrz czasem imprezy publicznie dostępne; np. koncerty „Muzyka na Politechnice” ; tyle że to raczej gratka dla mieszkańców miasta, nie dla przyjezdnych… Na elewacji wiszą dwie różne szklane tabliczki informacyjne o zabytku. Znajduje się tu FOTOKOD.
Za zespołem pałacowym mamy skwer ciągnący się wzdłuż przecznicy, co warto dodać - z szaletem publicznym. Na przemian działa on lub jest zamknięty na kłódkę przy każdej mojej przechadzce. Ostatnio DZIAŁAŁ!

SKRZYŻOWANIE Z ULICĄ BPA WINCENTEGO TYMIENIECKIEGO

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz